wtorek, 22 września 2015

Radość po aleksandryjsku

Radość po aleksandryjsku

Świat należy do skowronków. Niestety. To znaczy, niestety dla mnie, bo jestem typową sową. Zawsze marzyłam o tym, żeby wstawać skoro świt, mieć piękny wschód słońca i poranną ciszę za oknem. Czas na kawkę i pięknie zrobione śniadanie. Ależ gdzie tam! Choćbym nie wiem jak się starała, nocne przemyślenia/oglądania/czytania biorą górę i poranek obraca się w szaleńczy wyścig z czasem, albo w ogóle nie ma poranka, bo budzę się późno. Świat do mnie nie należy? To byłoby nie fair! Ostatnio i tak wspięłam się na wyżyny swoich możliwości i wstaję w okolicach 8...

Po kolejnym długim niepiśmiennym okresie, zaglądam na stare śmieci z nowymi przemyśleniami.
Ostatnio przeżywam jakieś turbodoładowanie radosnych wydarzeń i póki lakier na paznokciach schnie - czemu by nie postukać w klawiaturę? Przede wszystkim - moja najlepsza przyjaciółka wyszła za mąż. Tyle czasu o tym gadałyśmy, oglądałyśmy suknie ślubne i omawiałyśmy rozmaite pomysły na dekoracje, tort i inne weselne atrakcje, przerzucałyśmy zdjęcia i roniłyśmy łzy nad filmikami z pierwszych tańców/przysiąg itd., że to wydarzenie sięgnęło rangi mitycznego. A tu - proszę! Już po ślubie, już po weselu. Panna Ola jest już panią Olą. I na tak rewelacyjnej imprezie nigdy jeszcze nie byłam, więc mit się urzeczywistnił nie tracąc na uroku (a do tego wieczór panieński, dzięki któremu poznałam naprawdę rewelacyjne dziewczyny).

Przy okazji onego wesela odnowił mi się także pewien kontakt z czasów licealnych, co jest moją kolejną radostką ostatniego czasu. I tym sposobem obracam się teraz w zdecydowanie aleksandryjskim towarzystwie. Jest nas trzy, a jak wiadomo - trójka to najwspanialsza możliwa liczba (chyba nieprzypadkowo namiętnie słucham też radiowej Trójki). Zrobiło mi się na nowo babsko - ploteczki, jutro wspólna kawka/herbatka. Do tego jeszcze zapamiętale szyję, dziubię znów jakieś biżuteryjki... Wspominałam, że zrobiło mi się mocno babsko? Tylko magisterka jakoś nie chce ruszyć, ale jakoś dam radę. Muszę się szybko obronić (KONIEC STUUDIÓW!!), bo... tu właśnie kolejna radostka - wychodzę za mąż. I teraz sama zaczynam planować, wymyślać, oglądać (i podkradać pomysły pani Aleksandrze). Termin już znany, najważniejsze załatwione, teraz tylko kombinować i czekać, a to czekanie taaakie przyjemne.

Chciałam dalej pisać i pisać, ale pomyślałam, że kto to przeczyta z taką ilością tekstu, więc na razie na tym poprzestanę i pozdrawiam panią Olę i pannę Olę też!
Copyright © 2016 Moje myśli biegają końmi , Blogger