poniedziałek, 8 stycznia 2018

Coś optymistycznego


Zwykle z początkiem roku internetowi opisywacze rzeczy publikują podsumowania minionych trzystu sześćdziesięciu pięciu (w porywach do sześciu) dni. Pomyślałam sobie, że też poczynię takie podsumowanie i zobaczymy, jaki wypłynie z tego wniosek.

Rok 2017 okazał się rokiem zmian i przełomów. Myślałam, że to ten poprzedni był tak bardzo zmienny i przełomowy, że bardziej to już się nie da. Och, jakże się myliłam. Dużo się pozmieniało. I to na lepsze. Dotarłam chyba do tego punktu, gdzie można już tylko albo odbić się od dna, albo nie wiem co. Takie trochę per aspera ad astra, chociaż te astra to jeszcze trochę... Zatem szybko podsumowuję wszelką Dobrą Zmianę, jaka mi się w ubiegłym roku przytrafiła, tak ku pokrzepieniu serc.

1. Wylazłam z jakiegoś paskudnego, okołodepresyjnego stanu i nagle świat przestał być przysłonięty czymś w rodzaju dziwacznej mgły. mam nadzieję, że to tak na dłużej... Póki co, zrobiło się zdecydowanie mniej smutno, zdecydowanie ciekawiej i bardziej kolorowo.

2. Po tylu latach mąk i cierpień - obroniłam magisterkę. Mimo, ze całkiem poważnie zamiarowałam porzucić tę ideę. To uczucie wolności... Wspaniała sprawa. No i dodatkowe kilka dni urlopu w roku. Niech ktoś mi powie, że wyższe wykształcenie się nie przydaje!

3. Udało mi się zakończyć relację, której trzymałam się pazurami i myślałam, że będzie katastrofa i koniec świata. Okazało się, że jednak nie katastrofa i świat się nie skończył, a zaczął na nowo. Czasem nie warto trzymać pazurami.

4. Pojechałam spontanicznie na Woodstock autostopem. Nie dość, że miałam okazję usłyszeć Archive na żywo, to jeszcze poznałam wspaniałych ludzi, z którymi nadal utrzymuję kontakt. Dodatkowo, jeden z wymienionych stał się ostatecznie przyczyną złamania przeze mnie postanowienia, by na razie nie pakować się w nowe związki...

5. ...no i się wzięłam wpakowałam. I nie żałuję. Nawet nie wiedziałam, że może być tak jak jest. Tak, jak po prostu powinno to wyglądać. Totalna wiosna w serduszku. Niech trwa. 

6. Zarówno spontanicznie podjęłam decyzję o przeprowadzce. I bach! Nagle mieszkam w Warszawie. W dodatku - wynajmuję samodzielnie. Domek. Pod lasem. WYNAJMUJĘ DOMEK POD LASEM. Mam swoją kuchnię i takie tam. Całkiem przypadkiem spełniłam marzenie. W Stolicy, którą zawsze osądzałam jako morze betonu. Życie bywa przewrotne...

7. Pojechałam w góry! Na babski wypad z Martulinkiem. I było super!

8. I - bardzo ważny punkt programu - nauczyłam się wreszcie robić porządne naleśniki! Tyle lat wysiłków i wreszcie jest! Umiem w naleśniki! To jest prawdziwy sukces! 

Reasumując, znowu sobie tak pamiętniczkuję, jednak jest o czym pamiętniczkować. I to może być wniosek: warto sobie tak pozytywnie podsumować, bo do narzekanie zawsze znajdzie się powód. A tu okazuje się, że są też poważne podstawy do radości. Poproszę o więcej takich dobrych zmian. Rok 2018 też zdążył mnie już całkiem miło powitać, więc brnę w niego z ciekawością.

6 komentarzy:

  1. Domek pod lasem zmienia perspektywę wizyty u Jej Naleśnikowej Wysokości :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą Wysokością to nie popadajmy w przesadę... 1,70m w kapeluszu. ;)

      Usuń
  2. Z Kościerzyny to jaka wysokość być może :P żarcik oczywiście, a od kiedyż to Julio chadzasz w kapeluszach? A te naleśniki to z czym wgl?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kapeluszach nie chadzam, ale sporadycznie przymierzam się do chadzania!
      Nie zdradzam zawartości naleśników użytkownikom anonimowym, ha!

      Usuń
  3. Hahahaha, jakąż uciechę nagle przynosi ukrycie swojego miana :D Jako podpowiedź powiem tylko, dwie ryby mieczem w herbie przebite!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam pewien typ. Niewiele osób mówi do mnie w wołaczu... ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Moje myśli biegają końmi , Blogger